Są takie miejsca, gdzie gdy tylko wejdziesz, wiesz, że jesteś u siebie. Dokładnie takie miejsce Felga i ja znalazłyśmy podczas wyjazdu na Dolny Śląsk. Gościniec Pod Zielonym Jajem (o nazwie później) to klimatyczny hotel butikowy, który jest ekstremalnie przyjazny zwierzakom.

PO PIERWSZE… CISZA I SPOKÓJ!

Gościniec jest oddalony o około 120 kilometrów od Wrocławia, 40 od Jeleniej góry. Znajduje się na terenie starego, poniemieckiego gospodarstwa, na które składa się kilka budynków i duży ogród. To, co najbardziej uderza, to idealna cisza przerywana tylko przez ptaki, które śpiewają tak, że nie mogłyśmy w to uwierzyć. Wszędzie są kwiaty, wszystko w ogrodzie i w środku jest dopięte na ostatni guzik. W pokojach nie ma telewizorów, Internet działa na tyle, żeby móc sprawdzić tylko to, czego naprawdę potrzebujesz. To wszystko sprawia, że jak tylko minie kilka minut i ochłoniesz po podróży, to od razu zaczynasz odpoczywać. Pachnie drewnem, w dzień latają motyle, a w nocy świetliki (Fela je widziała pierwszy raz i trochę oszalała na ich punkcie).

 

Nie wiem czy tylko my tak trafiłyśmy, ale od razu podszedł do nas jeden z gości i zaczął z nami rozmawiać i opowiadać o psie sąsiadów, o swoim psie, o tym, co u nich słychać i co gdzie jest. Atmosfera jest bardzo rodzinna, wszyscy razem jedzą śniadania i kolacje, siedzą w ogrodzie i po 15 minutach znałyśmy już chyba połowę gości na naszym „turnusie”. Przy kolacji usiadłyśmy przy stoliku z parą, która jak się okazało też przyjechała z psem, więc wiecie jak to jest – tematy się nie kończyły. Od razu czułyśmy się jak w domu, serio!

PSIOLUBNOŚĆ

Wiadomo było, że psy są tam mile widziane, w końcu to miejsce z DogInclusive 🙂 Ale nawet nas udało się pozytywnie zaskoczyć. Pierwszymi informacjami, jakie usłyszałyśmy nie była godzina śniadania czy numer naszego pokoju, a wskazówki, gdzie psy mogą swobodnie biegać bez smyczy i gdzie jest kosz na psie kupy. Miski z wodą od razu zauważyliśmy sami, są przed wejściem i w jadalni, do której zresztą bez problemu mogłyśmy wejść z Felą.

Poza Felą w Gościńcu nocowały jeszcze dwa psy. Miejsca jest na tyle, że każdy z nich miał przestrzeń dla siebie. Ale posłuchajcie największego dowodu na to, jak bardzo psie jest to miejsce: rok temu na Boże Narodzenie było… 12 psów! Wszystkie podobno zgodnie i grzecznie siedziały pod wigilijnym stołem.

BO MIEJSCA TWORZĄ LUDZIE

Gościniec Pod Zielonym Jajem stworzył Pan Antoni – pasjonat podróży, historii i Land Roverów (stąd nazwa – zielone jajo to logo tej marki). 12 lat temu znalazł i odremontował całe gospodarstwo, starając się zachować jak najwięcej z oryginalnej konstrukcji. Dla tego miejsca przeniósł się z Warszawy, porzucił plany o przeprowadzce do Marrakeszu i … no cóż, wygląda na to, że wyszło mu to na dobre, bo mieszkać w takimi miejscu na co dzień to naprawdę coś.

Jeśli będziecie mieli szczęście nocować kiedyś Pod Zielonym Jajem, wiedzcie, że pana Antoniego możecie zapytać o cokolwiek na temat historii okolicy. Wie absolutnie wszystko, opowiada w arcyciekawy sposób i jego śniadaniowy wykład o najbliższych terenach uratował naszą wycieczkę (więcej o zwiedzaniu okolicy przeczytacie tutaj).

 

Poza tym, pan Antoni i jego żona kochają zwierzęta. Sami mają dwa przygarnięte psy i uwielbiają gości, którzy przyjeżdżają ze swoimi czworonogami. To właśnie dla nich powstał Gościniec, bo sami widzieli potrzebę, żeby w Polsce takich miejsc było jak najwięcej.

„Jak się czuje nasz labradorek?” – to pytanie słyszałyśmy codziennie 🙂 Fela była wygłaskana przez wszystkich. W najbardziej upalny dzień żona Pana Antoniego zaprowadziła nas za dom, do ukrytego płytkiego strumyka, w którym psy mogą się chłodzić. Zaraz za płotem zaczynają też się kilometry polnych i leśnych tras spacerowych. Tam Fela poznała co to znaczy bieganie bez smyczy na łące i jak się możecie domyślić, od tamtego momentu to jej nowa pasja.

 

Jest natomiast jedna rzecz, o której musicie wiedzieć, jeśli Wasze psy należą do tych strachliwych i upartych. Wszystkie pokoje znajdują się na piętrze, na które prowadzą dość strome, drewniane schody. Felga kategorycznie odmówiła wchodzenia, co oznaczało, że kilka razy dziennie miałam zapewniony niezły trening.

COŚ DLA CZŁOWIEKÓW

Kluczowy dla mnie temat – jedzenie! Jest pyszne i domowe i każdy będzie zadowolony: dzieci, które nie lubią sernika, wegetarianie, weganie i bezglutenowcy. We wspólnej jadalni podawane są śniadania i obiadokolacje. Jeśli ktoś tak jak ja jest fanem racuchów, to obiecuję, że pokochacie śniadaniowy szwedzki stół.

 

Gospodarstwo jest piękne, bez ściemy. Każdy pokój jest inny, w każdym kącie znajdziecie jakiś unikalny mebel. Atmosfera jest kameralna i rodzinna, a jeśli macie dzieci, to też na pewno będą się tam dobrze czuły. Jest dużo wspólnej przestrzeni, ogród z placem zabaw i miejscem na ognisko, biblioteczka z książkami.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Gościńcu, zajrzyjcie na ich profil na DogInclusive. Ściśle tajna informacja – są jeszcze ostatnie wolne miejsca na lipiec i sierpień!