Jeszcze zanim Felga zamieszkała z nami, wiedziałam, że będę z nią jeździła wszędzie, gdzie się tylko da. Minęło kilka miesięcy, Fela zdążyła wyrosnąć z gryzienia wszystkiego co popadnie i w końcu przyszedł czas na… pierwszy wyjazd DogInclusive!

HOP W NIEZNANE

Padło na Dolny Śląsk, konkretnie na małą miejscowość Płóczki Górne nieopodal Lwówka Śląskiego. Nie wiedzieliśmy o tym regionie zupełnie nic, poza tym, że trzeba jechać na Wrocław i że podróż będzie trochę trwała. Ostatecznie jechaliśmy nawet dłużej niż trochę, bo polegliśmy z nawigacją zaraz po wyjeździe z Warszawy (droga standardowo zajmuje 4,5 godziny, my jechałyśmy…7). Na szczęście Fela przespała praktycznie całą podróż, więc jakoś to poszło. A zresztą – przygoda!

Chwilę po zjeździe z A4 za Wrocławiem (odbiliśmy na Złotoryję i Lwówek Śląski) już wiedzieliśmy, że było warto. Ta droga jest atrakcją samą w sobie. Przejeżdżaliśmy przez cudne miejscowości z zabudowaniami z tzw. pruskiego muru i kościołami na górkach, omijaliśmy zamknięte, stare mosty. A przy drodze są sarny i sarniątka. Inny świat.

 

Na miejsce dojechaliśmy w piątek wieczorem, w niedzielę musieliśmy już wracać, czasu na zwiedzanie było ekstremalnie mało, w dodatku nie byliśmy zbyt dobrze przygotowani. Ale na szczęście, spotkaliśmy Pana Antoniego.

GRUNT TO MIEĆ PRZEWODNIKA

Pan Antoni to gospodarz Gościńca Pod Zielonym Jajem, miejsca w którym się zatrzymaliśmy (o Gościńcu możecie przeczytać tutaj). Prowadzi to miejsce od dwunastu lat, a zanim przeniósł się na Śląsk, prowadził biuro podróży. Wiecie co to oznacza. Człowiek-historia, człowiek-przygoda i człowiek-pasja. W sobotę rano zebrał wszystkich gości Gościńca, wyciągnął kilka starych map i jeżdżąc po nich palcem, jak z rękawa zaczął sypać ciekawostkami o okolicy.

W pół godziny dowiedzieliśmy się, gdzie kręcili Samych Swoich i że piaskowiec z terenów wokół Lwówka był wykorzystany do budowy Bramy Brandenburskiej i gmachu Reichstagu. Posłuchaliśmy historii pewnego Belga, który po przyjeździe tutaj zakochał się w okolicy i postanowił przywrócić do łask stary pałac, poznaliśmy też tajemnice kochanki Goebbelsa, z którą kiedyś właśnie na tych terenach potajemnie się spotykał. Ale przede wszystkim po tym „wykładzie” każdy z gości miał już w głowie ułożoną swoją prywatną trasę zwiedzania. Pan Antoni układał punkty na mapie w trasy: dla rowerzystów, dla rodzin z dziećmi, dla psiarzy, na jeden dzień, na trzy dni, na tydzień. Dla każdego coś się znalazło i wiemy już, że jest po co tam wracać (podobno jest tam większe zagęszczenie zabytków niż nad Loarą).

Ponieważ Fela, nie oszukujmy się, nie jest jakimś wytrwałym piechurem, jak to szczeniak szybko się męczy i często ociąga, wybraliśmy trasę „minimum”.

LWÓWEK ŚLĄSKI

Zaczęliśmy od Lwówka Śląskiego, najbliższej Gościńcowi miejscowości. Dobrze przygotowani przez wcześniejszy wykład, wiedzieliśmy, że miasteczko będzie jedną z tych polskich miejscowości, gdzie wszystko jest wymieszane. W latach 60-tych kamienice dookoła rynku zostały zburzone i zastąpione blokami mieszkalnymi. Renesansowy ratusz, wieża po nieistniejącym już kościele czy baszty przy murach, przeplatają się z Biedronką i pastelowymi budynkami. We Lwówku zrobiłyśmy szybką rundkę wewnątrz murów miasta, obejrzałyśmy główne zabytki. Zaraz za murami jest też park miejski.

 

ZAMEK I PAŁAC LENNO

Potem, kierując się na Jelenią Górę, ruszyliśmy w stronę zamku i pałacu Lenno. To dwa osobne budynki – zamek jest z XII wieku, pałac powstał później (XVII wiek). Najlepiej zostawić samochód w miejscowości Łupki i iść kilka minut pod górę na zamek. Psy są tam mile widziane i mogą wejść na samą górę wieży. Schody w większości nie są zbyt trudne, dopiero na końcu robią się bardziej strome. Z góry zamku mamy piękną panoramę na okolicę. My akurat trafiliśmy na słabą pogodę, ale jeśli Wy będziecie mieli więcej szczęścia, na bank zobaczycie Karkonosze. Fajna sprawa – na zamku rezyduje Kasztelan, czyli historyk, który odpowie na każde Wasze pytanie i wie o okolicy absolutnie wszystko.

 

Wracając w stronę samochodu, mijacie Pałac Lenno. To właśnie ten budynek kupił zakochany w okolicy Belg, postanawiając sobie, że przywróci to miejsce to dawnych łask. Jest jeszcze sporo do zrobienia, ale zdecydowanie polecamy wpaść tam na obiad albo kawę i ciacho (PYSZNE pierogi i ciasta 10/10). Jeśli traficie na brzydką pogodę, to do kawiarni w Pałacu spokojnie wejdziecie z psem, ale jeśli będzie ładnie, zostańcie koniecznie w ogródku, który znajduje się na naturalnym, zielonym tarasie z widokiem.

 

Z zamku zobaczyliśmy miejscowość Wleń, która z góry wydała się naprawdę urocza. Wpadliśmy więc na szybki spacer, znowu okrążyliśmy rynek, przeszliśmy się główną ulicą w stronę kościoła. Wleń jest małym miasteczkiem, trochę zapomnianym i sennym, ale w przeciwieństwie do Lwówka dużo oryginalnej architektury zostało zachowanej i stare budynki tworzą fajny klimat.

 

ZAPORA W PILCHOWICACH

Wracając do Gościńca inną trasą, zajechaliśmy na drugą największą kamienną zaporę wodną w Polsce. Od Pana Antoniego dowiedzieliśmy się wcześniej, że tama ma wysokość zbliżoną do burt Titanica, co robi spore wrażenie, jak już jesteś na górze i chwilę nad tym pomyślisz. Budowano ją tylko 8 lat na początku XX wieku, zaczynając od przekierowania nurtu rzeki pod ziemią.

Wspominałam już, że Fela nie jest zbyt wytrwałym wędrowcem? Właśnie tę akurat część całkowicie przespała 😉

 

POLA I ŁĄKI

Największą atrakcją dla Feli były oczywiście tereny polne i leśne, których też jest mnóstwo wokół Gościńca. Wychodząc z gospodarstwa, można przejść 30 kilometrów samymi dolinami i polanami. Tam Fela dowiedziała się, co to znaczy bieganie bez smyczy na łące i takiego szału już dawno nie widziałam. Już po pół godziny biegania w wysokiej trawie i łapania motyli pies ledwo żył. 30 kilometrów oczywiście nie zrobiliśmy,  ale jeśli macie starsze psy, na pewno nie będzie Wam brakowało tras spacerowych.

 

Już kiedy wracaliśmy do Warszawy, wiedzieliśmy, że na sto procent wrócimy w te strony. Z miesiąca na miesiąc będziemy mogli robić coraz dłuższe trasy, dzikich terenów spacerowych jest tam mnóstwo, zostało jeszcze miejscowości, zabytków i innych atrakcji do zobaczenia. A więc kto tak jak my nigdy nie trafił w tamte okolice, niech zmieni to jak najszybciej!